Za każdym razem, gdy się budzę, wiem: mam tylko jedno zadanie – nie zasnąć ponownie. Pozostać czujną i pomagać innym się obudzić. Jakież to wspaniałe zadanie!
Czy jestem tą, która myśli w mojej głowie?
Czy tą, która wewnątrz czuje, zachwyca się cudami natury, boi się cierpienia i śmierci, która kocha i odrzuca, ocenia i wszystko układa w swoje szufladki, aby życie było uporządkowane?
Czy jestem tą, która rano wstaje i dzień po dniu robi niemal te same rzeczy: robi zakupy, gotuje, je, czyta, pierze, prasuje, wyrywa chwasty, sprząta mieszkanie, śpi, śni?
Czy jestem tą, która żyje w moim ciele i przez oczy patrzy na świat, który rozumie tylko trochę? Na wszystkich ludzi, którzy są jej przeważnie obcy, nawet jeśli zna ich od lat? Czy jestem tą, która siedzi w swoim ciele jak w więzieniu i wie: istnieje tylko jedna brama wyjścia – a ta brama nazywa się śmierć?
Za każdym razem, gdy się budzę, wiem, że nie, że to nie jest wszystko, czym jestem. Jestem poruszona przez Tego, który był we mnie ukryty. Przenika mnie. W tej chwili jesteśmy jednym. Spał we mnie, śnił – i we mnie się przebudził. A ja razem z Nim.
Za każdym razem, gdy się budzę, jestem napełniona Jego siłą, Jego miłością, Jego słowem. On przemawia we mnie słowem wieczności: Jestem tym, który przyszedł ze światła i do światła powraca. Jestem ziarnem, które przebiło ciemną ziemię, aby wzrastać ku światłu.
Jestem tym, którego tęsknota pociąga ku ojczyźnie. Jestem tym, który nosi w sobie wolność i nie znosi już żadnych granic.
Jestem tym, którego duch jest wszechmocny, którego nic nie może powstrzymać, który tobie – która niesiesz mnie w ziemskim życiu – daje siłę, byś bez lęku i odważnie szła swoją drogą, nie cofając się ani przed niebezpieczeństwem, ani przed bólem.
Jestem tym, który jest połączony ze wszystkim i ze wszystkimi i nie może spocząć, dopóki wszystkie istoty nie zostaną znów napełnione światłem. Tym, który napełnia cię bezwarunkową miłością do Boga i człowieka i daje ci twoje prawdziwe życiowe zadanie.
Jestem tym, który nadaje ci imię „człowiek” – Manas, prawdziwy myśliciel. Przeze mnie znów rozpoznasz myśli Boga i urzeczywistnisz je w materii.
Za każdym razem, gdy się budzę, budzę się w Nim, w doskonałości. Wtedy wszystko jest takie, jakie powinno być. Niczego nie pragnę i niczego nie potrzebuję poza tym, co jest. Nie chcę być nigdzie indziej niż tam, gdzie jestem. Nie chcę robić niczego innego niż to, co robię.
Światło świeci w ciemności i dzięki Niemu mogę je widzieć. On promieniuje przeze mnie. On – człowiek światła – przemienia wszystko z łagodną nieustępliwością we mnie, wokół mnie i w całym świecie, a nawet w całym kosmosie, w światło i miłość. Nie myśli kategoriami czasu; czeka i działa w pełnej miłości cierpliwości, aż ostatnia iskra światła się obudzi i zakończy swoją długą, ciemną podróż przez materię.
Za każdym razem, gdy się budzę, wiem: mam tylko jedno zadanie – nie zasnąć ponownie. Pozostać czujną i pomagać innym się obudzić. Jakież to wspaniałe zadanie!
