Noc ma tysiąc oczu

Noc ma tysiąc oczu

Noc ma tysiąc oczu, a dzień tylko jedno.

Noc ma tysiąc oczu,

A dzień tylko jedno;

A jednak blask jasnego świata gaśnie

Wraz z zachodzącym słońcem.

 

Umysł ma tysiąc oczu,

A serce tylko jedno:

A jednak światło całego życia gaśnie,

Gdy miłość dobiega końca.[1]

 

Jest to opowieść o miłości.

Jest to opowieść o świetle i ciemności.

To wiersz o wielości i jedności.

Nie jest to długi utwór — składa się zaledwie z ośmiu wersów podzielonych na dwie strofy. A jednak zawiera niezwykle sugestywne obrazy, tworzące harmonijną i wyważoną całość.

Wszyscy poszukujemy miłości. To, gdzie można ją odnaleźć i czym tak naprawdę jest, pozostaje dla nas tajemnicą. Mały Książę mówi o swojej ukochanej róży: „Lecz byłem za młody, aby umieć ją kochać…”.

Zasada nieoznaczoności

Na początku XX wieku naukowcy ustalili, że zasada nieoznaczoności Heisenberga jest fundamentalną właściwością naszego świata. Oznacza ona, że obserwator wpływa na to, co obserwuje. Osoby ukierunkowane duchowo powiedziałyby, że rzeczywistość, którą postrzegamy, zależy od naszej świadomości. Dla człowieka żyjącego w świecie przyrody, w przestrzeni i czasie, słońce jest źródłem życia. Dzięki swojemu światłu, ciepłu i podtrzymującej życie sile stanowi piękny symbol miłości.

W porządku czasoprzestrzennym słońce znajduje się poza nami. Ze względu na orbity i ruch obrotowy ciał niebieskich wszystko pozostaje w nieustannym ruchu. W pewnym momencie słońce znika z naszego pola widzenia, by po jakimś czasie ponownie się pojawić. Kiedy światło słoneczne znika z pola naszej świadomości, otwierają się tysiące oczu nocy.

Gwiazdy magicznie migoczą na firmamencie. Noc jest pogodna, lecz zimna — brakuje miłości. Spoglądamy w przeszłość. Gwiazdozbiory ukazują nam obrazy minionych czasów, ponieważ ich światło musiało przebyć ogromną odległość, zanim do nas dotarło. W ciemnościach nocy oddziałują na nas siły naszej podświadomości. Gdy wschodzi słońce, powraca miłość i rodzi się nowy dzień. Jednak o zachodzie słońca miłość ponownie wymyka się nam z rąk.

Wieczna miłość

Czy zatem wieczna miłość nie istnieje? Planety, a wraz z nimi również my, krążą wokół słońca po rozległych orbitach. Znajdujemy się na zewnętrznym kręgu. Z nadzieją spoglądamy ku centrum — ku słońcu — i tęsknimy za światłem, ciepłem oraz miłością. Między nami a przedmiotem naszej tęsknoty istnieje pewna relacja, pewna czasoprzestrzenna nieoznaczoność. Wraz z naszą planetą odwracamy się plecami do słońca i zapada ciemność.

Wszystko wyglądałoby inaczej, gdybyśmy nie znajdowali się na zewnętrznym kręgu, lecz w samym centrum. Gdybyśmy zjednoczyli się ze słońcem. Umysł ma tysiąc oczu — należy do zewnętrznego kręgu — a serce ma tylko jedno: stanowi centrum.

Pierwsza miłość

Człowiek jest tajemnicą, mikrokosmosem, wszechświatem w miniaturze. W centrum naszego istnienia również znajduje się słońce, lecz ma ono naturę duchową. Nie znamy tej pierwotnej zasady duchowej, nie jesteśmy jej świadomi. Biblia mówi: „Mam ci jednak za złe to, że porzuciłeś swoją pierwszą miłość”.[2] Poszukujemy miłości na zewnętrznym kręgu. Odnajdujemy ją, a potem znów tracimy, podczas gdy zapomnieliśmy o naszej prawdziwej miłości — o pierwszej miłości.

Są ludzie, którzy pod wpływem bólu i cierpienia wywołanych niekończącymi się kręgami życia tęsknią za powrotem do swojej pierwszej miłości. Okazuje się jednak, że nie jest to łatwe. Chociaż nasza prawdziwa miłość nieustannie nas przyzywa i zaprasza, nie słyszymy jej głosu. A przynajmniej nie potrafimy właściwie zrozumieć ani przetworzyć impulsu, który nas dotyka. Biegamy po całym świecie w poszukiwaniu miłości. Być może jest to tragiczne, lecz zarazem nieuniknione, ponieważ wciąż brakuje nam odpowiedniego ciała, które mogłoby usłyszeć przyzywający głos. Duchowe słońce potrzebuje odpowiedniego nośnika, aby móc objawić się w osobowości w czysty sposób. Tym łączącym ciałem jest dusza. To ona jest pojazdem, który „stoi pośrodku”, pozostając związanym zarówno z Duchem, jak i z ciałem. Widzimy przed sobą człowieka doskonałego: trójjednię Ducha, Duszy i ciała. To człowiek, który odnalazł swoją pierwszą miłość.

Dusza

Z filozoficznego punktu widzenia koncepcja trójjedni nie jest skomplikowana. Znacznie większe wyzwanie stanowi jej urzeczywistnienie w praktyce. Dlaczego tak niewielu ludzi odnajduje swoją pierwszą miłość, skoro wszyscy jej poszukujemy? Problem tkwi w duszy. Dusza musi przejść proces odnowy, oczyszczenia i przemiany. W języku mistycznym nazywa się to odrodzeniem duszy. Stare ustępuje miejsca nowemu. Nowa Dusza, różniąca się od starej w sposób zasadniczy i strukturalny, przyodzieje się w szatę ognia. Dopiero dzięki temu ognistemu ciału możliwe staje się zbliżenie do duchowego słońca i jego zrozumienie. Jest to przemiana naszej świadomości, a zarazem wejście w inną rzeczywistość.

Dusza naturalna, żyjąca w znanych nam trzech wymiarach, poszukuje miłości poza sobą — w przestrzeni i czasie. Jednak noc ma tysiąc oczu, a wszystkie one krążą wokół nas. Widzimy obraz oddzielenia, rozbicia i dysharmonii. Noc jest zimna. Niezwykłą właściwością wszechświata jest to, że nieustannie odzwierciedla on nas samych. Nasza świadomość określa naszą rzeczywistość. Jeśli jesteśmy wewnętrznie rozbici i nie stanowimy jedności Ducha, Duszy i ciała, wówczas również wszechświat jawi nam się jako rozczłonkowany. Tysiące oczu nocy wpatrują się w nas.

Jak możemy przezwyciężyć ten stan oddzielenia?

Jak możemy na nowo odnaleźć naszą pierwszą miłość?

Jak możemy położyć kres zasadzie nieoznaczoności właściwej porządkowi czasoprzestrzennemu?

Złoty klucz

W codziennym życiu ludzie mówią, że aby związek był udany, miłość musi wypływać z obu stron. To zrozumiałe. Jest to również podstawa zasady nieoznaczoności, ponieważ między partnerami istnieje wzajemna zależność. Zakochani krążą wokół siebie po bliższych lub dalszych orbitach, wchłaniając wzajemnie swoją energię. Istnieje między nimi relacja.

Miłość ziemska jest czymś wspaniałym, ma jednak swoją ciemną stronę: powoduje również wiele cierpienia i smutku. Prędzej czy później jedno z partnerów zostaje wytrącone ze swojej orbity. Dzieje się tak z powodu choroby lub śmierci, pojawienia się innej osoby albo stopniowego zanikania uczucia. Wówczas nasze zewnętrzne słońce gaśnie.

Miłość w duchowym znaczeniu tego słowa wskazuje na coś zupełnie innego.

Jezus Chrystus powiedział: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują”.[3]

Mamy tu do czynienia z jednostronną relacją — z miłością, która nigdy nie opuszcza, i ze słońcem, które nigdy nie zachodzi.

Jest to miłość, która może wypływać jedynie z odrodzonej duszy.

W publikacji wydanej z okazji setnej rocznicy powstania Złotego Różokrzyża przytoczono słowa Jana van Rijckenborgha dotyczące pierwszego złotego klucza — klucza współczucia i miłości:

„A jeśli ktoś uważa, że dzięki temu kluczowi nie zajdzie daleko albo że jest on całkowicie bezużyteczny w naszym porządku świata, odpowiadamy: ten złoty klucz jest jedną z najpotężniejszych broni, jakie człowiek kiedykolwiek będzie mógł posiąść”.

Czy zatem miłość jest bronią?

Po pierwsze, w tym sensie, że czyni niewrażliwym na zranienie tego, kto ją emanuje. Bóg jest miłością, dlatego Boga nie można zranić. Boża miłość nie zna ani większej, ani mniejszej miary i nie oczekuje niczego w zamian. Po drugie, miłość potrafi zamknąć tysiąc oczu nocy. Oznacza to, że miłość może otulić nasze astralne „ja” i nasz auryczny firmament, rozświetlić je, a następnie przemienić. Zimne oczy nocy zostają pochłonięte przez złote promienie wewnętrznego słońca. Astralne „ja” przypomina lustro, które rozpadło się na kawałki. Rezultatem są nieporozumienia, konflikty i chłód. Chaotyczne promienie nie potrafią się połączyć. Miłość ma moc uzdrawiania i przemieniania astralnego „ja”. Kiedy wschodzi wewnętrzne słońce duchowej miłości, nasz firmament zaczyna odbijać jego złote światło. Wówczas rodzą się tysiące oczu nowego dnia. Są one harmonijnymi i uporządkowanymi odbiciami wewnętrznego słońca duchowego. Rodzą się nowe niebiosa, a lustro ponownie staje się całe.

Aby dusza człowieka mogła stać się nieśmiertelna i aby nie można jej było zranić, musi zjednoczyć się z centralnym, mikrokosmicznym słońcem duchowym. Ze swoją pierwszą miłością. Ta centralna zasada duchowa jest również siłą, która zasila wszechświat. „Bóg jest kołem, którego środek jest wszędzie, a obwód nigdzie”.

Czy zatem ponownie mamy do czynienia z zależnością — w tym przypadku zależnością duszy od Ducha? Tak, ale ta zależność pozostaje wyłącznie w rękach duszy. Dusza może zwrócić się ku duchowemu słońcu albo tego nie uczynić. Boża miłość nigdy nie słabnie. Nie zna początku ani końca, nie stawia warunków i niczego nie żąda. Dusza, czyli nasza świadomość, ma wolność wyboru: może wybrać tysiąc oczu nocy albo centralne duchowe serce, którym jest miłość.

________________________________________

[1] Francis William Bourdillon, The Night Has a Thousand Eyes (Noc ma tysiąc oczu).

[2] Apokalipsa Jana 2,4.

[3] Ewangelia Mateusza 5,44.

Udostępnij ten artykuł

Informacje o wpisie

Data: 2026-10-14
Autor: Niels van Saane (Bulgaria)
Zdjęcie: Tim Marshall on Unsplash CCO

Ilustracja: