Co dzieje się, gdy stara świadomość milknie? Podróż ku inspiracji, wolności, Miłości i tajemniczemu spotkaniu z najgłębszym „ja”.
Są w naszym życiu spotkania szczególne.
Te z zachwycającym fragmentem natury, z poruszającą muzyką, z wytańczoną radością czy z uskrzydlającym dziełem sztuki.
I te z drugim człowiekiem — z jego prawdą, żarliwością serca, z blaskiem jego duszy tak silnym, że wprowadza w oniemienie.
I jest ten moment, kiedy wiesz, że to było właśnie to szczególne spotkanie w życiu, które nie zatrzymuje w zachwycie i naśladownictwie, ale daje światło inspiracji i siłę nowego myślenia.
Ofiarowuje zrozumienie, że już nie musisz iść po czyichś śladach.
Jest też spotkanie z samym sobą, choć często nie wiemy, jak i gdzie możemy je zainicjować. Ale niezmiennie odczuwamy jego wagę, a głos intuicji ponagla nas w decyzji.
To są te chwile, w których czujemy w sobie nieznaną bliskość, w których zaczynamy rozumieć blizny przeszłości i dostrzegać przeszkody w sobie, nawet te najbardziej zakamuflowane, najgłębiej wklejone w nas.
I nagle wiemy.
I jest to głęboki wgląd, który prowadzi do konieczności uwolnienia się od przekonań, od wszystkich matryc, które determinują nasze myślenie i działanie.
Spotkanie z samym sobą odkrywa przed nami zaskakujące możliwości.
Możliwości owiane tajemnicą, którą sami musimy poznać.
Zrozumienie naszej wewnętrznej mocy, mocy naszego myślenia, a jednocześnie mocy ciszy naszego umysłu jest przełomowe.
I wtedy robimy krok w nieznane, pomijając wszystkie przekonania i obawy, wszelkie sabotujące nas myśli i ukierunkowania, które narzucamy sobie w dobrej wierze, jednocześnie wikłając się w zniewolenie.
Tak, to spotkanie z samym sobą jest bardzo szczególne.
Wszystkie te spotkania są przewodnikami danej nam chwili, często korektorami naszego myślenia prowadzącymi do zaskakujących refleksji.
Wspaniałe, inspirujące spotkania, często powodujące łzy… łzy, które są świadkami naszej najgłębszej przemiany.
Ale pośród tych wszystkich wyjątkowych spotkań jest TO pozbawione nazwy.
Kiedy pojawia się myśl tak głęboka i tak inna, że nieruchomiejesz.
Nie jest uwikłana w nadzieję, nie jest zamknięta w wierze, nie jest oblepiona wizją, niczego nie prowokuje.
Jest jak wyciągnięta dłoń z pustki.
Słyszymy jej zaproszenie wtedy, gdy rozsypuje się dom naszej przeszłości i przyszłości, dom nauki, filozofii i wiary, dom starego myślenia, warownia naszych przekonań od lat.
Przekonań tak silnie wklejonych w nas, że nawet przez moment nie pojawił się pomysł, żeby się im wreszcie dokładnie przyjrzeć, żeby uwolnić się od tych małych, dotkliwych więzień, których jesteśmy twórcami.
Wpadnięcie na pomysł to eureka, której towarzyszy rozbłysk radości, iluminacja, ukojenie w żmudnym poszukiwaniu metody rozsupłania tego węzła zaciśniętego na naszej świadomości.
To jest efekt determinacji, niezłomności i zrozumienia.
Więc kiedy rozpada się stara świadomość — bez huku fajerwerków, w ciszy znikania, cegła po cegle, ściana po ścianie — wtedy odsłania się przestrzeń nieznana naszym wyobrażeniom.
Można wtedy prawdziwie usłyszeć i prawdziwie zobaczyć.
Widzimy złote nici inspiracji, nowe myśli splecione z delikatnych nitek, nie narzucające się, a jedynie wyczekujące w cierpliwości i miłości.
Tak, to jest przestrzeń inspiracji.
To jest przestrzeń teraźniejszości — najlepsza opiekunka i przewodniczka, bezszelestnie ukazująca drogę.
Więc dostrzegamy przepływające obok nas złote nici inspiracji.
I to jest moment, którego nie można zaniedbać, zlekceważyć, pominąć.
I jeśli jedna z tych nici podpływa do nas i ofiarowuje nam swoją siłę i swój szczególny przekaz, to na jej przygarnięcie, na jej zaproszenie do swojej świadomości mamy zaledwie chwilę.
Jeżeli jej nie zauważymy w teraz, utracimy ją.
Jeżeli ją dostrzeżemy, ale nie zaprosimy do siebie, nie zgłębimy jej przekazu w teraz — również ją utracimy.
I pozostanie w nas jedynie przeświadczenie, że umknęło nam coś niezwykle ważnego.
To doświadczenie, uczące nas uważności, jest bezcenne.
Dzięki niemu stajemy się coraz bardziej wyczuleni, nasłuchujący i spostrzegawczy.
Aż wreszcie, w pewnym momencie, udaje nam się dostrzec, odczuć i usłyszeć tę całkiem nową myśl.
Ale uważność to dopiero pierwszy krok.
Nie wystarcza, by móc tę złotą nić bezwarunkowo przyjąć do swojego serca i do swojej świadomości, czerpiąc z jej przekazu i stając w jej sile.
Nie wystarcza, bo moment zawahania otworzy drzwi — jedne, jedyne drzwi zawieszone w tej szczególnej przestrzeni.
One są pozostałością wypalonej energii. Są łącznikiem z domem, w którym już nie mieszkamy, z domem starej świadomości.
Z lęku, który przeszywa serce, zabieramy je jak ostatnią relikwię, z którą nie można się rozstać, by całkiem nie stracić gruntu pod stopami.
Ta szczególna przestrzeń miłości pozwoliła zabrać ze sobą te ostatnie drzwi, by móc zdecydować, wybrać w całkowitej autonomii.
Za tymi drzwiami stoi chór – wielki, potężny, determinujący całe życie.
Należy do niego rozum, który wszystko to, co pochodzi z przestrzeni inspiracji, natychmiast zakwestionuje.
Jest obawa wyróżniająca się w chórze swoim przejmującym głosem.
Jest drżący głos lęku i strach uderzający w mroczne tony.
Jest loża szyderców, która zatruwa gorzkim śpiewem wszystko, co niepojęte, inne, nieznane.
Jest też grupa intelektualistów.
To mocne głosy w chórze. Zagłuszają wszystko to, czego nie są w stanie pojąć, co w konfrontacji z ich nieomylnością brzmi niedorzecznie i budzi lęk.
Chór brzmi tak doniośle, że już nie słychać tej szczególnej myśli i ona po prostu odpływa.
Ta przestrzeń jest jak dom adopcyjny, a my jesteśmy jego mieszkańcami – dziećmi wypatrującymi miłości.
Porzuconymi, samotnymi dziećmi, które gdy chce się je przytulić, sztywnieją, bo nie znają takiego gestu.
Opuszczonymi dziećmi nieufającymi przebłyskom wiecznej siły miłości, która objawia się poprzez złote nici inspiracji.
Dlaczego nie ufamy?
Bo mieliśmy wolną wolę i zabraliśmy ze starego świata drzwi, za którymi stoi chór sabotujący Światło i przemianę.
Ale w tej przestrzeni nie jesteśmy pozostawieni w spokoju.
To właśnie inspiracje przenoszą nas w inny świat, stają się naszą prawdziwą rodziną.
Więc wciąż napływają nowe myśli, które rodzą w nas przeświadczenie, że może jednak chór nie ma racji.
I choć nadal śpiewa, bo otworzyliśmy drzwi, za którymi stoi, to jednak z czasem śpiewa ciszej, jakby było w nim coraz mniej chórzystów.
A kiedy wreszcie milknie, wtedy koło przemienia się w spiralę.
I wtedy dochodzi do głosu ta jedna szczególna rada:
Nie słuchajcie chóru za drzwiami.
Wspaniałe inspiracje z przestrzeni wolności i Światła mają swoje własne nuty, swoje wznoszące brzmienie i łagodny ton Miłości…
Wieczna Siło Miłości!
Wysłałaś do mnie zapowiedzi o swoim przybyciu.
Wysłałaś mi Twoje dzieci:
Nowe Myśli i Głębokie Inspiracje.
Odkurzyłaś mnie z pyłu mojej warowni.
Uwolniłaś mnie od muru wokół mojego serca.
I kiedy on pękł, rozprzestrzeniłaś się na całą moją istotę.
A kiedy moja istota poznała Twą siłę, zaczęła znikać.
I w tym znikaniu oddawała tę Miłość wszystkim.
Bo Miłość objawia się w kawałku zniknięcia.
A każde znikanie ma swój własny czas.
Przytulę każdą Twoją Myśl.
Ubiorę ją w najpiękniejsze słowa i oddam z radością…
Zanim zniknę…
