Dziesięcina – droga do innej rzeczywistości

Dziesięcina – droga do innej rzeczywistości

Natura umysłu jest jak morze, a podlegający samsarze umysł jak poruszające się po jego powierzchni fale. Samsara istnieje na poziomie poruszającego się umysłu, to on dzieli rzeczywistość na samsarę i nirwanę. (Tenzin Wangyal Rinpocze, Cuda naturalnego umysłu)

PODCAST

Tendencja do poprawy stanu swego bytu jest u ludzi dość powszechna i są osoby, dla których to dążenie nie sprowadza się jedynie do spraw materialnych. Pojawia się w nich bowiem pewna dość niejasna, ale zarazem bardzo szczytna tęsknota za bliżej nieokreślonym innym wymiarem rzeczywistości. Wydaje się, że obecnie jest takich osób stosunkowo dużo i na ogół łączy się to z wpływem ery Wodnika.

Liczne grupy religijne od dawna obiecują różnego rodzaju ukojenie takiej tęsknoty, ale jedynie po śmierci, gdyż wtedy można znaleźć się w lepszym świecie, na ogół zwanym niebem, rajem, edenem czy też arkadią – oczywiście pod warunkiem, że żyło się zgodnie z ustalonymi zasadami. Niektóre filozofie wschodnie mówią ponadto, że nawet jeśli uda nam się osiągnąć taki stan, to jest on tylko czasowy, gdyż wszyscy podlegamy reinkarnacji, tzn. stale powtarzającym się cyklom składającym się z narodzin, życia, śmierci, dłuższego lub krótszego pobytu w subtelnych regionach pośrednich (znanych m.in. jako niebo, piekło lub czyściec) i ponownych narodzin.

Dla niektórych osób – z różnych powodów – perspektywa podążania ścieżką religijną nie jest pociągająca i mają one wewnętrzne przeczucie graniczące z pewnością, że jest jeszcze inna możliwość. O niej mówią m.in. tzw. gnostyczne szkoły duchowe, które przedstawiają różne sposoby na wyrwanie się z cyklu reinkarnacji i dotarcie do tego innego wymiaru rzeczywistości z pominięciem – w pewnym sensie – etapu śmierci. Na czym one polegają?

Na ogół sprowadza się to do dążenia do osiągania pewnego szczególnego stanu bytu (zwłaszcza na poziomie mentalnym), charakteryzującego się istotnym osłabieniem własnej skłonności do egocentryzmu i jak największym uniezależnieniem się od jego wpływu na swe postępowanie. Stan ten bywa też nazywany czystym, nieuwarunkowanym (neutralnym) umysłem m.in. w tradycjach zen, tao i dzogczen. Uzyskanie takiego stanu pozwala na inny odbiór wrażeń powstających pod wpływem rzeczywistości – również tej wewnętrznej. Zmienia też sposób myślenia z dualistycznego – opartego na podziałach na to, co zewnętrzne i wewnętrzne, istniejące i nieistniejące – na nowy, który można by opisywać jako wielowątkowy i charakteryzujący się innym, szerszym i bardziej obiektywnym postrzeganiem istniejących zależności.

W dużym uproszczeniu – wykorzystując opis przedstawiony przez P. D. Uspieńskiego[1] i dotyczący metod stosowanych przez G. I. Gurdżijewa – można by powiedzieć, że dzięki utrzymywaniu odpowiednich, niewymuszonych i dość neutralnych stanów świadomości i uważności następuje tak duża sublimacja odbieranych wrażeń, że stają się one jakby pokarmem dla naszej prawdziwej istoty (czasem zwanej nową duszą lub esencją), powodując jej odnowę i wzrost. Zjawisko to bywa nazwane procesem alchemicznym, w którym zachodzi przemiana wrażeń związanych ze zwykłą naturą w „złoto”, czyli w bardzo subtelny i szlachetny rodzaj materii, o niezwykle wysokich „wibracjach”. W opisie towarzyszącego temu procesu – przedstawionym w książce Uspieńskiego –  wykorzystuje się siedmiostopniową skalę muzyczną z dwoma półtonami, znaną nam jako durowa.

Po pewnym czasie stosowania takiej sublimacji wrażeń zwiększa się w ludziach zdolność do tych niedualistycznych – wspomnianych wcześniej – sposobów myślenia i pojmowania, które można by określić kontekstowo-sytuacyjnymi. Charakteryzują się ono umiejętnością wielowątkowego oglądu obserwowanych zdarzeń. Można by też wtedy mówić o postrzeganiu lub rozumieniu syntetycznym.

W Biblii do tego typu pojmowania nawiązują przenośnie, alegorie oraz przypowieści opisujące bardziej lub mniej realne wydarzenia. Ich celem jest stymulowanie rozwoju właśnie myślenia kontekstowego, a nie wyjaśnianie czegokolwiek i odpowiadanie na pytania w tradycyjnym sensie. Poniżej omawiany jest przykład takiej opowieści.

Taki rodzaj myślenia jest niezbędny do zrozumienia dalszych etapów przemiany człowieka na gnostycznej ścieżce rozwoju duchowego i jest możliwy tylko przy oczyszczonym umyśle, którego symbolem bywa pusta, przejrzysta przestrzeń (jak w dzogczen, zen i taoizmie) lub puste naczynie.

A teraz spróbujemy wyjaśnić, co ma z tym wszystkim wspólnego dziesięcina? Otóż pojęcie dziesięciny jest zazwyczaj wywodzone z Biblii, gdzie wzmianka o niej pojawia się wielokrotnie. Tradycyjnie uważa się, że pierwszą osobą, która ją składała był Abram. Fragment to opisujący znajduje się w Księdze Rodzaju (14:17-24) i ma w Biblii Tysiąclecia następującą postać:

Gdy Abram wracał po zwycięstwie odniesionym nad Kedorlaomerem i królami, którzy z nim byli, wyszedł mu na spotkanie do doliny Szawe, czyli Królewskiej, król Sodomy.

Melchizedek zaś, król Szalemu, wyniósł chleb i wino; a [ponieważ] był on kapłanem Boga Najwyższego, błogosławił Abrama, mówiąc:

«Niech będzie błogosławiony Abram przez Boga Najwyższego, Stwórcę nieba i ziemi! Niech będzie błogosławiony Bóg Najwyższy, który w twe ręce wydał twoich wrogów!»

Abram dał mu dziesiątą część ze wszystkiego.

Król Sodomy rzekł do Abrama: «Oddaj mi tylko ludzi, a mienie weź sobie!»

Ale Abram odpowiedział królowi Sodomy: «Przysięgam na Pana, Boga Najwyższego, Stwórcę nieba i ziemi, że ani nitki, ani rzemyka od sandała, ani niczego nie wezmę z tego, co do ciebie należy, żebyś potem nie mówił: „To ja wzbogaciłem Abrama”.» Nie żądam niczego poza tym, co poszło na wyżywienie moich ludzi, i oprócz części zdobytego mienia dla tych, którzy mi towarzyszyli – dla Anera, Eszkola i Mamrego; ci niechaj otrzymają część, która im przypada».

W naturalny sposób pojawia się pytanie, co oznacza pojawiające się w tym tekście pojęcie „dziesiątej części” i dlaczego jest ono związane z liczbą 10, a nie jakąś inną.

Na początek zauważmy, że Bóg Najwyższy jest uosobieniem najszczytniejszego dążenia człowieka, a więc kapłan Melchizedek – służący temu Bogu – reprezentuje drogę realizacji takiego dążenia przez aspekt człowieka nazwany Abramem. Odbywa się to w wyniku zmagań ze zwykłą rzeczywistością – symbolizowanych bitwą z Kedorlaomerem i królami. Ten konflikt kończy się zwycięstwem Abrama, co oznacza, że relacja z rzeczywistością znajduje się już pod pewną kontrolą i dlatego dostarcza zysków w postaci różnych istotnych wrażeń i postrzeżeń.

Jest to ważne, ponieważ na drodze realizacji wspomnianego dążenia głównym zadaniem jest naturalne stymulowanie pewnych zjawisk wewnętrznych w człowieku, czasem zwanych odbudową i wzrostem duszy. Odbywa się to poprzez dostarczanie tzw. ciału duszy odpowiednio szlachetnego pokarmu, powstającego z naszych przeżyć i zebranych doświadczeń (wojennych zdobyczy) poprzez wspomniany wcześniej proces alchemiczny. To właśnie ten proces alchemiczny można łączyć z symbolicznym znaczeniem liczby 10 i nazwać oddawaniem „dziesiątej części”, czyli dziesięciny.

Aby to stwierdzenie uzasadnić skupmy się najpierw na roli jaką ma i miała liczba 10 w dziesiętnym systemie pozycyjnym. Otóż system ten jest stosowany już w Wedach[2], których starsze teksty powstawały ponad 1000 lat p.n.e. Nie używano w nim wtedy jeszcze znanego nam symbolu zera (upowszechnionego dopiero w średniowieczu), ale podobną rolę pełniły inne znaki. Również pozostałe cyfry miały inną formę.

Zauważmy, że w tym systemie liczba 10 symbolizuje zarówno zakończenie cyklu cyfr od 1 do 9, jak i rozpoczęcie nowego cyklu większych liczb od 11 do 19, a także początek cyklu dziesiątek: 10, 20, 30 … A więc jest w pewnym sensie informacją o wyniesieniu cyfry 1 na wyższy poziom.

Łatwo zauważyć, że wymowa tej symboliki w zasadzie nie zależy od tego, czy w zapisie liczby 10 w pozycyjnym systemie dziesiętnym używamy jedynki oraz zera, czy też innych znaków. Dlatego w dalszej części dla uproszczenia rozważań będziemy używali współczesnych sposobów zapisywania liczb oraz cyfr i odnosili się właśnie do nich.

Można więc w naturalny sposób traktować liczbę 10 jako symbol zjawiska kończącego pewien wcześniejszy cykl i znajdującego się jakościowo na wyższym poziomie niż to, co było symbolizowane cyfrą 1 (a także ewentualnie kolejnymi cyframi). Jeśli więc przyjąć, że cyfra 1 oznacza początkowy, naturalny stan życia człowieka, to liczba 10 może wtedy kojarzyć się z wyższym, jakby w pewien sposób dopełnionym stanem bytu.

Podobnego znaczenia zera można się dopatrzeć też w innych fragmentach Biblii. Np. w przypadku pojęcia pięćdziesiątnicy związanego z liczbą 50 (por. Dzieje Apostolskie 2,1-4), piątka (pentagram) symbolizuje nową duszę, a dodane po niej zero pełnię tej duszy i zarazem wzniesienie jej stanu do poziomu, na którym może nawiązać kontakt z duchem (opisywany czasem jako Alchemiczne Zaślubiny lub Gody[3]).

Można też wspomnieć o pojawiającej się w Biblii liczbie tysiąc – np. w określeniach „aż tysiąc lat się dopełni”, „i tysiąc lat królowali z Chrystusem”, „A nie ożyli inni ze zmarłych, aż tysiąc lat się skończył” oraz „i będą z Nim królować tysiąc lat” (zob. Apokalipsa Jana 20, 2-6). W tym przypadku można liczbę 1000 traktować jako symbol wyniesienia zwykłego stanu bytu (reprezentowanego cyfrą 1) na znacznie wyższy poziom oznaczony trzema zerami, które można powiązać np. z dopełnianiem zdolności przyswajania i przetwarzania doświadczeń swego życia (tzw. karmy) na płaszczyznach trzech stanów bytu: zwykłego ciała (włączając w to sferę eteryczną, astralną i mentalną), duszy oraz odnowionej duszy już połączonej (zaślubionej) z duchem – tzw. duszy duchowej.

Powróćmy teraz do pojęcia dziesięciny. W tym przypadku dopełnienie procesu opisywanego cyfrą 1 – czyli zwykłego życia – następuje poprzez pojawienie się u człowieka zdolności do pełnego przyjmowania docierających do niego wrażeń, bez oceniania ich za pomocą swych wcześniej nabytych uprzedzeń. Jest to możliwe poprzez utrzymywanie naturalnie neutralnej postawy wobec wszelkich postrzeżeń – tzw. pustego (nieuwarunkowanego) umysłu symbolizowanego właśnie przez 0 występujące po cyfrze 1. Następnie w pełni świadome zrozumienie istoty tych wrażeń dokonuje w nich alchemicznej przemiany na wspomnianą wcześniej bardzo subtelną materię, zauważaną przez naszą zwykłą zdolność postrzegania emocjonalnego i mentalnego jedynie niezwykle mgliście, jako bardzo ulotne zjawisko – traktowane na ogół jako pewnego rodzaju złudzenie powiązane z przeczuciami czegoś niezwykłego. Czasem zauważamy u siebie takie bardzo przelotne, subtelne i nieokreślone wrażenia przy kontakcie np. z niezwykłymi dziełami sztuki.

Dziesięcinę można też utożsamiać z mnożeniem przez 10 wartości (w sensie duchowym) tego, co się postrzega wewnętrznie i zewnętrznie – jakby dziesięciokrotne zwiększenie „poziomu wibracyjnego” tych wrażeń. Oczywiście nie oznacza to uciekania się do jakichś rodzajów egzaltacji, ale jedynie pełne skupienia, uważności i świadomości obserwowanie tego, co się robi lub co właśnie się dzieje, a także własnych reakcji na to.

Warunki ułatwiające ten proces tworzone są we wspomnianych wcześniej gnostycznych szkołach duchowych. Służą temu też pewne techniki medytacyjne i kontemplacyjne.

Powróćmy jeszcze na chwilę do cytowanego wcześniej fragmentu Biblii. W dalszym jego ciągu pojawia się postać króla Sodomy, którego według powszechnych konotacji związanych z Sodomą można łączyć ze skłonnościami człowieka (być może nawet niezwykle szlachetnymi) do silnego utożsamiania się ze swą rolą w zwykłym świecie. Jest on zainteresowanym tylko ludźmi, a więc relacjami społecznymi, bo to one dostarczają mu poczucia znaczenia własnego życia. Abram oświadcza, że chce królowi Sodomy oddać wszelką zdobycz, która mu się należy, bo poprzez zachowanie nawet jej części mógłby tworzyć niepotrzebne związki z aspektami zwykłej rzeczywistości. Tę część zdobyczy tworzą wszelkie wrażenia, również te najpiękniejsze i najwznioślejsze, które nie mogą z jakichś powodów zostać odpowiednio wysubtelnione. Należy się z nimi rozstawać poprzez rezygnację z rywalizacji z innymi ludźmi o rzeczy nieistotne, lub ewentualnie (na tyle na ile to konieczne) poprzez pozostawianie tych doświadczeń swej zwykłej naturze, bez rozpamiętywania ich, tzn. przeznaczyć je – jak stwierdza Abram – na wyżywienie moich ludzi, i (…) dla tych, którzy mi towarzyszyli – dla Anera, Eszkola i Mamrego; ci niechaj otrzymają część, która im przypada.

Bowiem w przypadku tej najwyższej, aspirującej części nas (zwanej Abramem) nie tylko relacje z ludźmi, ale również wszelkie inne związki z dialektyką, tzn. z innymi elementami zwykłego świata, muszą być pozostawione lub ulec sublimacji i przebiegać jakby na wyższym poziomie, bez związanej z egoizmem interesowności – nawet jeśli jest bardzo szlachetna. Jest to sposób odbierania przeżyć za pomocą umysłu, który nie jest uprzedzony i uwarunkowany oczekiwaniami (jest niekonceptualny) – na ile to jest w danej sytuacji możliwe.

A co z tymi wszystkimi innymi szczegółami zawartymi w cytowanym fragmencie Biblii? Czy musimy je wszystkie przeanalizować, aby pełniej dotrzeć do istoty przekazu? W zasadzie nie jest to konieczne i można pominąć wiele z tych szczegółów oraz ich interpretacji, bo służą głównie nasyceniu głodu wiedzy (zachłanności) konceptualnego umysłu konkretnego i pomagają w ukryciu przed nim (w kontekście sytuacyjnym) głębszych, bardziej istotnych informacji – zgodnie z zasadą, że nie oferuje się zwykłemu umysłowi tego, co święte[4].

_________________

[1] Zob: P. D. Uspieński, Fragmenty nieznanego nauczania, rozdz. IX, wyd. Pusty Obłok.

[2] Słowo véda pochodzi z sanskrytu i oznacza wiedzę i mądrość.

[3] Zob.: J. van Rijckenborg, Alchemiczne Gody Chrystiana Różokrzyża, t. 1 i 2, wyd. Rozekruis Pers.

[4] Zob.: Jan van Rijckenborg, Światło świata, rozdz. VI, wyd. Rozekruis Pers.

Print Friendly, PDF & Email

Udostępnij ten artykuł

Informacje o wpisie

Data: 28 kwietnia, 2024
Autor: Janusz Brzdęk (Poland)
Zdjęcie: Photo by Boston Public Library on Unsplash CCO

Ilustracja: